Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Meduzy

środa, 27 sierpnia 2008 19:33

Milczenie Lorny

środa, 27 sierpnia 2008 19:32


Tak jak sygnalizowałem wcześniej przy okazji recenzowania "Angielskiej roboty", cały sierpień, jak i znaczną część upływającego w entourage'u zbyt późnej "złotej polskiej jesieni" spędziłem na gorączkowych przygotowaniach do egzaminu na aplikację radcowską, który ostatecznie zwieńczony został sukcesem. Tym samym okres ten był czasem zastoju w eksploracji innej mojej pasji jaką jest kino, czego odzwierciedleniem była mizeria ilościowa czynionych przeze mnie na blogu wpisów. Plakat opublikowałem w sierpniu, na recenzję czas przyszedł dopiero teraz.

Nie omieszkałem oczywiście wybrać się na przedpremierowy (w moim przekonaniu bardzo przypadkowy...wszak do premiery jeszcze szmat czasu) pokaz najnowszego obrazu braci Dardenne pod tytułem "Milczenie Lorny". Tytuł ów był jednym z głównych pretendentów do Złotej Palmy na ostatnim festiwalu w Cannes. Skończyło się na laurach za scenariusz. Autorzy "Milczenia..." nie powinni jednak być niezadowoleni - są zdobywcami już dwóch grand prix (za "Rosettę" i "Dziecko") tej szacownej imprezy należąc tym samym, wespół z Emirem Kusrturicą i Bille Augustem do wąskiej elity. Belgijscy filmowcy przyzwyczaili już nas do paradokumentalnej faktury swoich utworów, w których w fizykalny, namacalny sposób stykamy się z prozą życia podszytą w delikatny, ledwie zauważalny sposób ewanagelicznym, chrześcijańskim przesłaniem. Kameralme, nienapuszone obrazy wyzbyte są kościelnych dzwonów i strzelistych wież rzymskokatolickich świątyń. To subtelne misteria wiary, winy, pokuty i przebaczenia przeżywane na poziomie mikro. Moralna nobilitacja oparta na kanonie chrześcijańskim ma wymiar stricte indywidualny - o tym co dzieje się w duszy protagonistów dramatów braci Dardenne, poza bezpośrednio zainteresowanymi, wiemy tylko my-widzowie i filmowcy.

Nie inaczej jest w "Milczeniu Lorny". Tytułowa bohaterka, z pochodzenia Albanka chce zostać Belgijką. Uzyskanie obywatelstwa jednego z krajów UE stworzy jej nowe perspektywy, umożliwi realizację życiowych marzeń. Pomaga jest w tym, oczywiście nie bezinteresownie, brukselska mafia. Miłośników kina gangsterskiego od razu przestrzegam, iż użyte przeze mnie sformułowanie jest mocno na wyrost. Jeden z bohaterów obrazu to pospolity, trywialny rzezimieszek załatwiający swoje relatywnie małe interesy aranżując małżeństwa kobiet dysponujących belgijskim obywatelstwem z cudzoziemcami spoza obszaru UE. Aby Lorna sama była w stanie spełniać rolę "dawcy przynależności politycznej" wstępuje pod auspicjami gangsterów w związek małżeński ze z umierającym narkomanem. W momencie, w którym Claudy zakończy swój żywot, Lorna będzie mogła dalej kontynuować swój proceder. Gdy poznajemy tytułową bohaterkę dramatu Belgów, jest ona antypatyczną, cyniczną egoistką. Punktem kulminacyjnym jest śmierć Claudiego wywołana przez jej "chlebodawców". Próbowała go uratować chcąc doprowadzić do rozwodu, ale dopiero ten moment wywołuje u niej swoistego rodzaju wewnętrzną implozję. Zdążyła, wbrem pierwotnym intencjom, zbliżyć się do fikcyjnego męża z którym dzieliła uprzednio pokój w mieszkaniu. Jest w tym filmie scena znacząca - Claudy odjeżdża na rowerze, Lorna zaś żegna go jedyny raz uśmiechem. Po chwili montażowe cięcie - widzimy młodą Albankę pakującą rzeczy zmarłego "partnera". Czy gdyby nie te niecodzienne okoliczności, mogliby być razem? Z drugiej jednak strony, paradoksalnie ten prawnie dwuznaczny deal doprowadził do tego, że się w ogóle spotkali.

Aktem ekspiacji jest urojona ciąża - dziecko Claudiego. Konwersja winy wynikłej ze zdrady drugiego człowieka na nienarodzonego. Aksjologiczne przebudzenie z komy, w której była pogrążona wywołuje psychiczny wstrząs. Tadeusz Sobolewski napisał na łamach "Gazety Wyborczej": "Lorna wie, że nie wolno jej się przywiązać, ale te negatywne gesty tworzą prawdziwą więź między nią, która zdradziła, a ofiarą. Uświadomienie sobie tej więzi przyjdzie później, gdy niczego już nie będzie można odwrócić. Poczucie winy będzie tak silne, że przybierze kształt szaleństwa. Tylko my, patrzący z bliska, wiemy, że to nie jest szaleństwo. Przeciwnie: Lorna staje się człowiekiem. W ostatnich minutach filmu, bez żadnego dodanego znaku, który by łamał prawdopodobieństwo akcji, odkrywamy, że ta kryminalna historia miała kształt chrześcijańskiego misterium, ze wszystkimi jego stacjami: winy, wiary, jej utraty, odkupienia przez miłość, z dramatem Jezusa i Judasza. Ale najpiękniejsze jest, że to poczucie rodzi się w sposób naturalny. Nie trzeba do niego żadnej aluzji do Boga i religii. Wystarczy człowiek".                 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Import / Export

środa, 27 sierpnia 2008 18:11

Bodaj jeden z najlepszych filmów, jakie widziałem w tym roku w kinie, jeśli nie najlepszy. Rozświetlony lodowatym, laboratoryjnym światłem obraz dominacji i podporządkowania, redukcji człowieczeństwa do atawistycznych instynktów obudowanych kulturowym "dorobkiem" gatunku ludzkiego jakim jest dążenie do uzyskania perwersyjnej, nieukierunkowanej na żaden konkretny cel przewagi nad innymi. Werystyczna, surowa faktura chropowatych zdjęć, statyczne, nieruchome, symetrycznie skadrowane ujęcia to znakomite korelaty pustki w jakiej żyją główni bohaterowie tego dramatu. Jakiś czas temu posłużyłem się ukutym przeze mnie terminem "kina zjednoczonej Europy" jako określenia nurtu we współczesnej kinematografii, którego cel jest zobrazowanie euforycznej witalności jaka towarzyszy integracji europejskiej. W przypadku Urlicha Seidla ów zwrot należałoby użyć a rebours.

Obserwujemy perypetie dwójki bohaterów. Ukrainka Olga jest pielęgniarką w obskurnym Użgorodzie. Od kilku miesięcy otrzymuje tylko jedną trzecią pensji. Aby związać jakoś koniec z końcem podejmuje zajęcie "prostytutki" (o ile to określenie jest tutaj adekwatne) spełniającej seksualne fantazje niemieckojęzycznych klientów łączących się ze świadczącymi usługi za pomocą Internetu (cóż za gorzka ironia...globalna sieć, która w intencji ma wyrównywać intelektualny potencjał mieszkańców różnych zakątków Ziemi jest tutaj narzędziem brutalnego uprzedmiotowienia kobiet). Ostatecznie jednak nasza protagonistka zostawia dziecko pod opieką swojej matki, by wyruszyć do Austrii w celu poszukiwania pracy, gdzie ostatecznie udaje jej się zatrudnić na oddziale geriatrycznym wiedeńskiego szpitala...miejsca agonii wyrzuconych na margines społeczeństwa staruszków znajdujących się w fazie demencji uniemożliwiającej im prawidłowe spostrzeganie rzeczywistości. Powtarzana kilkakrotnie sekwencja wieczornej kakofonii przeraźliwych dźwięków, strzępów modlitw, okruchów niewyraźnie artykułowanych wspomnień jest jednym z najbardziej dojmujących fotografii mizerii ludzkiego przemijania odartego z całego tego afirmującego godność umierania sztafażu.

Losy Olgi przeplatają się z wątkiem Pauli'ego - młodego Austriaka bez perspektyw, który po niepowodzeniu w pracy ochroniarza pomaga ojczymowi w podejrzanych interesach na terenie Słowacji i Ukrainy. Dysponując kilkudziesięcioma euro może sobie pozwolić na alkoholowo-erotyczne libacje za wschodnią granicą w myśl formułowanej przez ojczyma (obleśnego, podstarzałego macho chełpiącego się swoimi seksualnymi możliwościami) zasady 3 P: Picie, Pisuar i Pieprzenie. Co znamienne seks nie jest w tym filmie swoistego rodzaju hedonistyczną religią życia. Zamiast tego staje się jednym z instrumentów zniewolenia, wywierania perswazji generującej sadystyczne ukojenie.

Losy Olgi i Pauliego nie przecinają się, w tych realiach Europa wschodnia nie spotka się z zachodnią na partnerskiej płaszczyźnie, choć tak naprawdę, wziąwszy pod uwagę chociażby aspekt architektoniczno-krajobrazowy te dwa światy nie tak wiele znowuż dzieli. Austria to zaprogramowany i sterylny obóz koncentracyjny w którym podopiecznych w szpitalu dotyka się wyłącznie w rękawiczkach, a ludzie walczą między sobą o ochłapy uczuć. Jest coś symptomatycznego w twórczości austriackich filmowców - oprócz Seidla należałoby wymienić przede wszystkim Michaela Haneke. Być może to rezultat z nieodrobionej lekcji denazyfikacji, której refleksem w tym roku była afera Josepha Fritzla, ale twórcy z tego kraju odnajdują w swojej ojczyźnie ogromne pokłady bezeceństw, patologii, apologii siły.

komentarze (3) | dodaj komentarz

Angielska robota

poniedziałek, 25 sierpnia 2008 16:01

Przez dłuższy czas, od momentu w którym zakończyła się pierwsza, warszawska edycja festiwalu "Lato filmów", nie dokonywałem wpisów na blogu, pochłonięty byłem (jestem zresztą w dalszym ciągu) nauką do egzaminu na aplikację radcowską, który odbędzie się we wrześniu. Nie mogłem jednak sobie odmówić w tym czasie mojej innej wielkiej pasji, jaką jest mianowicie kino (dla niektórych roztrząsanie dylematów jurysprudencji może wydać się hobby cokolwiek dziwnym). Z wąskiego katalogu pozycji dostępnych na ekranach kin w trakcie wakacyjnej posuchy wybrałem obraz "Angielska robota" w reżyserii Rogera Donaldsona. Film ów miał w tym roku swoją polską premierę podczas festiwalu Nowe Horyzonty, gdzie został wpisany w ramy retrospektywy prezentującej dokonania nowozelandzkich twórców.

Donaldson to twórca o uznanej renomie - autor takich utworów jak "Sleeping dogs", "Sprzedawca cadillaków", czy też "Koktajl". Jego najnowsze dzieło dla mnie przynajmniej jest swoistego rodzaju reminiscencją - powrotem do chłopackiej, sztubackiej brawury, okresu uformowanego przez łotrzykowskie filmy opisujące perypetie włamywaczy planujących skok życia. "Angielska robota" należy do anachronicznego, święcącego swe największe triumfy w latach 60-tych XX wieku gatunku "carpet movies", czyli obrazów prezentujących najbardziej spektakularne napady na banki. Warto dodać, że wkład w rozwój tej konwencji, aczkolwiek na późniejszym etapie historii kina akcji miał nasz rodak Lech Majewski, który oprócz impresyjnych, awangardowych pozycji, ma także na swoim koncie znacznie bardziej przystępną, komercyjną pozycję, jaką stanowi historia Ronniego Biggsa (inspiratora osławionego "napadu stulecia" na pociąg pocztowy relacji Londyn-Glasgow). Formalnie staroświecka "Angielska robota" również opiera się na faktach, choć w tym wypadku bezapelacyjna jest tu zaledwie okoliczność kradzieży ze skrytek depozytowych położonego przy londyńskiej Baker Street Lloyd Banku licznych precjozów należących do śmietanki towarzysko-politycznej ówczesnej swingującej stolicy Wielkiej Brytanii. Reszta to pole do licznych spekulacji, teorii spiskowych zakładających między innymi, że w ów głośny napad zaangażowane były służby specjalne pragnące odzyskać zgromadzone w skarbcu zdjęcia kompromitujące członka rodziny królewskiej (tajemnicą poliszynela jest ponoć fakt, że księżniczka Małgorzata - siostra królowej Elżbiety słynęła z bujnego życia erotycznego). Owe dowody "moralnej degrengolady" w kręgach brytyjskiej władzy miały znajdować się w skrytce należącej do niejakiego Michaela X (nieprzypadkowa parafraza przydomka słynnego czarnoskórego amerykańskiego bojownika Malcolma X). To postać niezwykle barwna, gwiazda rozpolitykowanych salonów londyńskiej bohemy, obiekt fascynacji m.in. Johna Lennona, strojący się w szaty obrońcy uciśnionych przedstawicieli mniejszości etnicznych, a także, jak się później okazało pospolity gangster, sutener i handlarz narkotyków.

"Angielska robota" nie jest być może jakąś perłą 10 Muzy, która wpisze się na stałe do annałów historii kinematografii. To raczej doskonały produkt do obejrzenia podczas leniwej, letniej kanikuły. Dobrze skrojony (mimo pewnych rażących nieprawdopodobieństw), znakomicie zagrany: chłodna Saffron Burrows (gwiazda eksperymentalnych filmów Mike'a Figgisa), znany z obrazów Guya Ritchiego Jason Statham (dodający do tej filmowej potrawy odrobiny proletariackiego sznytu w sosie cockney). Zarazem jest to fotografia rozerotyzowanego, rozpolitykowanego Londynu ery lat 60-tych przywołująca na myśl chociażby tak sztandarowe pozycje kina jak "Powiększenie" Antonioniego.     

komentarze (2) | dodaj komentarz

sobota, 20 marca 2010

Licznik odwiedzin: 13946

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 25.05.2008 15:40:51
  • autor: Ibrahim
  • treść: [URL=http://www.quer...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Blog Roku 2007

Dystrybutorzy filmów

Festiwale filmowe

Kina

Nagrody filmowe

Stacje TV

Varia

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 14.03.2010 0:51:04
  • autor: a
  • punkty: 100
  • treść: a...